Pancakes zwykłe i kakaowe...

...czyli: curry z wczoraj i przedwczoraj było smaczne, ale najpierw dzisiejsze naleśniki. Tym razem w wydaniu amerykańsko-kanadyjskim - grube i z proszkiem do pieczenia. Cuda, proszę Państwa.

Składniki (tym razem w filiżankach):
filiżanka mąki, 
łyżeczka proszku do pieczenia, 
pół łyżeczki sody oczyszczonej,
pół łyżeczki wanilii (pewnie chodzi o cukier, my dodaliśmy aromatu),
ćwierć łyżeczki soli,
jajo,
półtorej filiżanki maślanki,
dwie łyżeczki masła.

Przygotowanie:

Jajko ubić w misce, dodać maślankę. W innym naczyniu zmieszać mąkę, cukier, proszek do pieczenia, sodę, sól. Połączyć składniki sypkie i jajko z maślanką, wymieszać do momentu połączenia się składników, dodać wanilię. Im mniej mieszania, tym naleśniki bardziej puszyste. Masło rozpuścić na patelni i wlać je po ostudzeniu do ciasta naleśnikowego. Wymieszać. Nadmiar masła z patelni wytrzeć ręcznikiem papierowym. Czas na smażenie! Niewielkie porcje ciasta (około pół chochelki, tak mi się wydaje, ale to nie jest jakiś dogmat) wylewać na małą patelnię. Obracać na drugą stronę kiedy na górze utworzą się bąbelki. Całkowity czas smażenia (na jeden naleśnik) to circa 4-6 minut. Według oryginalnego przepisu taka ilość ciasta starczy na 8-10 naleśników, ale nie wiem, jak duży jest amerykański cup, poza tym, nasze naleśniki chyba były trochę większe.

A, miały być jeszcze kakaowe. Nic prostszego - do składników sypkich należy dodać trochę gorzkiego kakao, a ilość cukru powiększyć wedle smaku. To chyba tyle. W zasadzie wypadałoby przy tym zrezygnować z aromatu waniliowego, ale to kwestia preferencji.

Czerwona Pasta Curry...

...lub skandal tuż za progiem. W poszukiwaniu pomysłów na jutrzejszy obiad (już trzeci dzień wchłaniamy jakiekolwiek kanapki z czymkolwiek) natknęłam się na zalegającą na półce, zabawnie uginającą się pod naciskiem palców czerwoną pastę curry. W związku z tym będzie. Curry. Jutro. Może nawet z wołowiną! W ramach usprawiedliwiania się i tłumaczenia z używania półproduktów, postaram się znaleźć jakiś superprawdziwy i absolutnie-nie-do-zrobienia-w-Polsce przepis na czerwoną, tajską pastę. Ależ będzie! Albo i nie będzie, zależy od ceny i jakości wołowiny, którą zaoferują nam pobliscy sprzedawcy.

Pierogi z kurczakiem, ananasem i mango...

...a kuku! Nie ma przepisu! Pierogi w tej dziwacznej wersji będą, kiedy już opracujemy recepturę. Może wreszcie wymyślimy coś sami ;)

Pewien Nadziany Kabaczek...

...czyli parę słów o nieuwadze i niegramotności. Kabaczek był pyszny, solidnie doprawiony, aromatyczny, ale zamiast przeciąć go wszerz, podzieliłam go na pół wzdłuż, skutkiem czego trzeba było skrócić czas pieczenia, a całe danie rozłaziło się na boki. Tylko co z tego? ;)

Składniki:
kabaczek,
mięso mielone (my użyliśmy kurczaka),
dużo pieczarek; oryginalny przepis mówi o 6-7 sporych, my dodaliśmy całe opakowanie,
2 średnie cebule,
dwie papryki,
2 ząbki czosnku,
jajo (opcjonalnie; może się okazać niepotrzebne - tak, jak u nas),
przyprawa do mięsa mielonego (zupełnie zbędna, polecamy zrezygnować z mieszanek w ogóle lub robić je samemu, ale to temat na osobną notkę),
sól, 
pieprz,
zioła prowansalskie, 
bazylia, 
oregano,
oliwa,
masło,
marchew,
ser żółty lub topiony.

Sos (nie robiliśmy go, rozcieńczony koncentrat pomidorowy i sos z duszenia warzyw dały radę):
2 łyżki koncentratu pomidorowego,
1,5 łyżki octu jabłkowego,
1,5 łyżki magi,
3 łyżki wody,
2 łyżki cukru.

Przygotowanie:
Kabaczka należy obrać, przeciąć, jako się rzekło, na pół i wydrążyć miąższ ze środka. Ma przypominać rurkę. Rurkę - nie łódkę! Posolić, popieprzyć (tylko solidnie) i wstawić do lodówki na czas przygotowania reszty składników. Pieczarki, cebulę, marchew i paprykę pokroić w kostkę; grzybki wrzucić na rozgrzane na patelni masło, poczekać aż puszczą sok, posolić, popieprzyć, dodać paprykę oraz marchewkę i dusić do miękkości. Odstawić do ostygnięcia. Rozgrzać oliwę i zezłocić cebulę, dolewając wody, zostawiając, by odparowała i ogólnie nie dopuszczając do przypalenia się warzywa. Dodać mięso i przyprawić ziołami prowansalskimi, bazylią, oregano, solą, pieprzem. Ostudzić. Mięso połączyć z warzywami (ale bez sosu z duszenia!); jeżeli farsz jest zbyt sypki - wbić jajko i dokładnie wymieszać. Kabaczka wyjąć na światło dzienne, nadziać, przykryć plastrami sera, ułożyć w naczyniu żaroodpornym, podlać sosem z pieczarek i papryki, a także wodą i zapiekać przez około godzinę w 180 stopniach. Po ok. 40 minutach polać kabaczka sosem pomidorowym lub samym koncentratem.

Zupełnie-Nie-Gazpacho...

...czyli krótka historyjka o przejściu od chłodnika do zupy na gorąco. O gazpacho myśleliśmy już od dłuższego czasu, zakładając, że kuchnia hiszpańska nie ma innego wyjścia i musi być smaczna zawsze. Jak się okazało - niekoniecznie, przynajmniej według mnie. Przepis polecił zmiksowanie pomidorów bez skóry, małej papryki, dwóch ogórków, oliwy, octu jabłkowego, paru przypraw i bazylii. Fuuuuu! Dominujący smak zupy był nawet całkiem niezły, kwaskowaty, ale tło pozostawiało wiele do życzenia, przynajmniej dla mnie. Strasznie surowe danie, do tego zimne; nie w moim stylu. Ponad kilogram pomidorów zamieniliśmy w krwawą pulpę, w związku z tym zupę trzeba było ratować.Przede wszystkim - wrzuciliśmy ją na ogień. Potem dodaliśmy cząstki ananasa i kumin. Nie mogę polecić tej indyjsko-hiszpańskiej kombinacji, chociaż według Rafy była pyszna.
Następnego dnia pokusiliśmy się o powtórkę. Wzięliśmy około siedmiu-dziewięciu pomidorów (nie skórowaliśmy ich), dwie małe cebule, dwa ząbki czosnku i oliwę, po czym przepuściliśmy przez mikser, tworząc bazę do indywidualnych wypadów. Moja wersja zawierała mocny dodatek - kawałek pokrojonego sera koziego. Rafał sypnął sobie sporą dawkę kuminu i z sera zrezygnował. Aha, zmielone warzywa należy przecedzić przez sito, żeby konsystencja dania stała się gładka.

Muffins rabarbarowe...

...czyli nasz (dotychczasowy) absolutny numer jeden, jeżeli mowa o babeczkach. Są przepyszne, słodkie, ale kwaskowate, z soczystymi kawałkami rabarbaru i orzechami włoskimi oraz aromatycznym cynamonem na wierzchu. Zniknęły w kilka minut.

Składniki*:
pół szklanki cukru, 
1/6 szklanki oleju,
jajko,
aromat waniliowy,
pół szklanki maślanki,
około 170 g rabarbaru,
pół szklanki pokrojonych łuskanych orzechów włoskich,
szklanka mąki pszennej, 
łyżeczka proszku do pieczenia 
pół łyżeczki sody.

Przygotowanie:
Cukier, jajo, aromat, olej i maślankę wymieszać w misie. Dodać pokrojony w kostkę rabarbar** i orzechy; potem stopniowo wsypywać składniki sypkie: mąkę, sodę, proszek do pieczenia. Mieszać krótko, przełożyć do foremek, posypać cynamonem (lub cukrem i cynamonem), piec 20-30 minut w 180-200 stopniach.

_____________________________________________________________________________________

*Na 8 dużych (z prawie pełnej foremki surowego ciasta) lub 16 małych (1/2-2/3 foremki) babeczek; trochę nie wiem, o co chodzi, bo oryginalnie ilości składników są dwa razy większe.
**Dla laików - rabarbar się obiera z tej zewnętrznej skórki.

Muffins z sezamem i szczypiorkiem...

...czyli pierwsze podejście do muffins, które nie zabijałyby słodyczą (niezależnie od tego, jak przyjemna to śmierć), a także debiut naszej nowej, silikonowej-formy-do-pieczenia-babeczek-która-jest-świetna. Muffins są bardzo smaczne, chociaż nie jestem przekonana, czy cukier wyszedł przepisowi na dobre; z dziennikarskiego obowiązku nie usuwam tego składnika z receptury, ale następnym razem prawdopodobnie go sobie darujemy* ;)


Składniki:
szklanka mąki pszennej,
szklanka mąki kukurydzianej,
pół łyżeczki sody oczyszczonej,
łyżeczka soli,
1/4 szklanki cukru,
6 łyżek masła,
pęczek szczypiorku,
jajo,
szklanka maślanki,
1/3 szklanki uprażonych na suchej patelni ziarenek sezamu,
2 łyżeczki proszku do pieczenia.


Przygotowanie:
Oba rodzaje mąki, proszek do pieczenia, sodę, cukier, sezam i sól wymieszać. Szczypiorek poszatkować i podsmażyć na dwóch łyżkach masła. Dodać pozostałe cztery łyżki i roztopić. Zdjąć z ognia. Do połączonych suchych składników dodać szklankę maślanki, lekko ubite jajo oraz szczypiorek z masłem. Wymieszać**, wypełnić foremki do 3/4 wysokości i piec przez 20 minut w 230 stopniach. Podawać ciepłe.

PS Mam słabość do takich 'śniadaniowych kolorów ziemi' na fotografiach jedzenia.
PPS To nie mleko, to maślanka.


___________________________________________________________________________

*Kto zresztą wie, co się będzie działo przy kolejnym gotowaniu? Mamy silny imperatyw udoskonalenia tego wypieku, a naszym celem jest stworzenie jakiegoś względnie lekkostrawnego substytutu czipsów, stąd przypuszczam, że będziemy eksperymentować z cebulką i papryką.
**Naczelna zasada, której trzeba się trzymać przy wypieku jakichkolwiek muffins mówi: ciasto mieszać dużą łyżką (absolutnie nie mikserem) do momentu połączenia się składników i ani chwili dłużej, w przeciwnym wypadku babeczki (podobno) będą twarde.

Tortille z mąki pszennej...

...czyli podrobiony Meksyk na całego. Połączyliśmy w końcu naszą miłość do tortilli i skłonność do robienia wszystkiego własnoręcznie, co ostatecznie wyszło nam na (bardzo) dobre. Całą inicjatywę poprzedziło niemalże-kupienie placków w Lidlu, ale w ostatniej chwili przypomnieliśmy sobie ( i całe szczęście!) moje ostatnie nimi zatrucie, a także ich skład.
Rzecz jasna, przejedliśmy się tym specyfikiem jak ostatnie świnie (dwa i pół placka na głowę w ramach 'testowania'. Tja, 'testowanie':

- Słuchaj - OMNOMNOM - nie sądzisz, że te tortille są ciut niedosmażone?
- Czekaj, już patrzę - OMNOMNOM - Nie no, z tej strony są spoko.
- O, to ja może ze złej strony jadłam? (OMNOMNOMNOM)
- Zobacz, a ten jakby grubszy...?
- OMNOMNOMNOMNOM.

No a potem, jak to w życiu bywa, jeszcze po trzy tortille z nadzieniem, ajjjjj! A miało być obiadu na dwa dni), ale kto by się tym przejmował. Zdjęć nie ma. Tortilla jaka jest - każdy widzi.


Składniki:
200g mąki pszennej,
łyżka masła,
łyżeczka soli,
1/4 litra wody.

Przygotowanie:
Wszystko wymieszać i zagnieść, coby miało konsystencję ciasta na makaron (znaczy do rąk się nie lepiło się), w razie potrzeby dodać więcej mąki lub wody. Zagnieść, rwać na kawałki i rozwałkowywać na bardzo cienkie placki. Wrzucać na rozgrzaną patelnię - ale, uwaga!  b e z   t ł u s z c z u  -  i smażyć po obu stronach, aż się zarumienią.

Małe mozzarelle z groszkiem i brokułami...

...czyli brylancik z nutką zawodu. Kuleczki sera były przepyszne, za to warzywa zawiodły na całej linii. Brokuły, nie wiedzieć czemu, zrobiły się po parzeniu bardzo gorzkie, a groszek konserwowy niestety nie sprostał zadaniu i nie był w stanie zastąpić świeżego - na co liczyliśmy. Krótko mówiąc - do powtórzenia albo modyfikacji.

Składniki:
300g małych kulek mozzarelli,
100g mrożonego groszku,
100g brokułów,
100g tartego parmezanu,
jedno jajo,
gałązka mięty,
gałązka bazylii,
szklanka bułki tartej,
cztery łyżki oliwy
sól,
pieprz.

Przygotowanie:
Groszek i brokuły ugotować na parze (15 minut); jajo roztrzepać widelcem i połączyć z parmezanem oraz z posiekanymi ziołami, doprawić pieprzem i solą wedle uznania. Wytaplać w serowo-jajecznym cieście kulki mozzarelli, a następnie obtoczyć je w bułce tartej. Smażyć na rozgrzanej oliwie. Po usmażeniu połączyć z warzywami i fertig.

Wieprzowina w imbirze...

...poezja. Co prawda dla mnie imbir był nieco za ostry, by zjeść całą jego porcję, ale aromat jaki nadał mięsu, to coś nie do opisania. Ciekawi mnie jedynie, jak różniłoby się to danie, gdybyśmy dodali groszku cukrowego, lecz i bez niego było pyszne.

Składniki:
20-30 g świeżego imbiru,
6 łyżek sosu sojowego,
6 łyżek wody,
100ml białego wina,
2 łyżeczki mąki ziemniaczanej,
500g filetów wieprzowych (w naszej wersji zastąpiła je szynka wieprzowa),
150g marchewki,
100g groszku cukrowego (czyli takiego w strączkach; ale nie ma co się przejmować, zwyczajny mrożony także pasuje),
3 łyżki oliwy,
pół pęczka kolendry (my użyliśmy łyżki suszonej)
sól,
pieprz.

Przygotowanie:
Imbir obrać, pokroić w paski a następnie w kostkę, zmieszać z sosem sojowym, wodą, winem i mąką ziemniaczaną. Wieprzowinę pokroić w cienkie plastry (albo, tak naprawdę, w cokolwiek innego) i zamarynować w imbirowej mieszance. Marchewkę i groszek pokroić w słupki. Mięso wyjąć z marynaty, lekko odcedzić i wrzucić na oliwę rozgrzaną na patelni. Przysmażyć, aż będzie prawie gotowe, dodać marchew i groszek, podsmażyć jeszcze chwilę i wlać resztę sosu na patelnię. Smażyć, póty mięso nie dojdzie, a warzywa nie staną się miękkie. Na koniec doprawić kolendrą. Przepis wspomina jeszcze o soli i pieprzu, ale sos sojowy jako substytut przypraw naszym zdaniem zupełnie wystarczy. Przepis wyszperany na ugotuj.to, podobno dobrze smakuje z pieczywem typu ciabatta. Tego nie wiemy, możemy za to polecić kluski na parze* ;)

*Przy okazji przyznamy się do zbrodni - zamiast przygotować je samodzielnie, kupiliśmy ich garmażeryjne wydanie zdatne do podgrzewania w warunkach domowych. Magda Gessler płacze krwią. Wiemy, przepraszamy.

Bulion drobiowy...

...czyli o momencie, w którym drogi kostki rosołowej oraz człowieka nieuchronnie rozchodzą się i co dzieje się potem. Nie ma co się oszukiwać, ta chwila przychodzi prędzej, czy później, chyba że ktoś bardzo nie lubi gotować i kocha glutaminian. Najbardziej podstawowy przepis na świecie, ale nic chyba nie sprawiło nam do tej pory tylu problemów. Bulion drobiowy robiliśmy trzy razy i dopiero ten, na który przepis podała mi moja Mama, wyszedł na tyle, że dało się z niego skorzystać. W przeciwieństwie do poprzednich*, nie dodaje się do niego żadnych przypraw, co sprawia, że nie trzeba zmieniać proporcji tychże w przepisach, w skład których bulion wchodzi.

Składniki:
500g skrzydełek albo innego mięsokośćca z kurczaka,
2 marchewki,
2 pietruszki,
seler,
opalona na ogniu cebula,
por,
2 ząbki czosnku.

Przygotowanie:
Kurczaka umyć i zalać w garnku wrzątkiem, gotować 15 minut na małym ogniu (takim, żeby woda jeno robiła od czasu do czasu przeurocze 'bulk!'). Zebrać szumy aka męty, wrzucić warzywa (poza cebulą), gotować 10 minut. Wrzucić cebulę i jechać jeszcze 10 minut.

Zdjęć nie ma, ale chyba nikt ich w tym miejscu nie potrzebuje, nie?

*Pierwsza wersja zawierała w sobie kumin. To była pomyłka. Nie dodawajcie nigdy kuminu do bulionu, naprawdę.

Kurczak z pieczoną brzoskwinią w sosie waniliowym...

...czyli nareszcie! Po kilku tygodniach oczekiwania na przyprawy udało nam się przygotować to kulinarne cudo, na które przepis wyszperaliśmy na nieocenionej Kwestii Smaku. Nasza wersja jest z grubsza identyczna, z tą różnicą, że zamiast wina słodkiego dodaliśmy półsłodkie, a brzoskwinie kupiliśmy puszkowane - jakoś nigdzie nie mogliśmy dostać świeżych.

Składniki, 2 porcje:
2 piersi z kurczaka,
2 łyżki oliwy z oliwek do smażenia,
200 ml białego słodkiego wina,
40 ml bulionu drobiowego,
2 łyżki brązowego cukru,
laska wanilii,,
2 brzoskwinie, obrane ze skórki.

Przygotowanie:
Piekarnik rozgrzać do 200 stopni. W tym samym czasie piersi kurczaka obsmażyć w całości na oliwie - po ok. 2-3 minuty na każdą ze stron, tak, aby się przyrumieniły, a potem wpakować na osiem minut do piekarnika. Wino, bulion i cukier wymieszać. Laskę wanilii przekroić wzdłuż i wraz z wydłubanymi z niej ziarenkami wrzucić do bulionowo-winnego sosu. Brzoskwinie obrać i wsadzić do naczynia z piersiami. Sos wlać do kurczaka, po czym wstawić do piekarnika jeszcze raz - również na osiem minut. W trakcie ostatecznego pieczenia dwa razy wyciągać potrawę i polewać mięso oraz owoce sosem. Podawać z białym ryżem.

PS Służę namiarami na hurtownię, w której za sztukę wanilii zapłacicie 1,80zł, nie 14zł, jak w sprzedaży detalicznej.

Crostini z mozzarellą, pomidorem, grillowanym bakłażanem i odcieniem zbrodni...

...czyli szynką konserwową. Tak, tak, wiem, że to udające wędlinę świństwo i mam to w nosie, bo lista książek do kupienia wydłuża się, w przeciwieństwie do ilości pieniędzy. Crostini także nie są prawdziwymi crostini, bo te przygotowuje się z białego chleba, naciera oliwą i czosnkiem i doprawia solą oraz pieprzem. Ja ograniczyłam się do wycięcia z pełnoziarnistych tostów pociesznych kółek, ale niech będzie, że to crostini, okej?

Zeżarłam przy tej robocie okrawki z pięciu kanapek, jajko, które usiłowałam upiec w kształcie kółka, wlewając je do okrawka tosta (nie udało się) i obierki z całej kuli mozzarelli. Poskutkowało to tym, że kiedy zasiadałam do obiadu (obiad z przystawek, coraz lepiej) byłam opchana do granic możliwości. W związku z tym przepis polecam osobom z wyjątkowo żarłocznym psem lub partnerem u boku. Równie żarłocznym.

Składniki:
kromki pieczywa,
kula sera mozzarella,
pomidorki koktajlowe,
czarne oliwki,
sałata lodowa,
bakłażan,
ohydna, wodnista szyna z Lidla.

Przygotowanie:
Bakłażana osolić, odstawić na 15 minut, potem opłukać i wysuszyć. W tym samym czasie szklanką wyciąć kółka z tostów. Zjeść okrawki. Mozzarellę pokroić na plastry i przy pomocy kieliszka wykroić mniejsze kształty. Zjeść okrawki. Stosowną ilość kanapeczek z mozzarellą i szynką (też wykrojoną) wsadzić do piekarnika i podgrzać do momentu roztopienia się sera. Bakłażana grillować w opiekaczu przez pięć minut i razem z salatą, pomidorami i oliwkami ciachać wedle uznania. Z j e ś ć  o k r a w k i. Dalej już sobie poradzicie, prawda?

Sałatka z grillowanym bakłażanem, fetą i pomidorami...

...czyli kolejna pyszna sałata i mój pierwszy raz z bakłażanem. Wyszła naprawdę fajowo, chociaż trochę się jej obawiałam: miód, czosnek i do tego feta? Nie było czego ;)


Składniki:
pół małego bakłażana,
trzy liście sałaty karbowanej (lodowa też daje radę,
kilka kosteczek sera feta,
trzy pomidorki koktajlowe,
łyżka listków świeżego oregano (darowałam sobie),
łyżeczka suszonego oregano,
sól i czarny pieprz,
oliwa z oliwek,
miodowy sos winegret.

Przygotowanie:
Bakłażana pokroić w plastry około centymetrowej grubości, posolić i odstawić na piętnaście minut. Opłukać pod bieżącą wodą i dokładnie osuszyć. Smażyć na patelni grillowej, oprószywszy oliwą z oliwek i solą, po pięć minut z każdej strony (ja używam opiekacza ze wstawką grillową; wówczas pięć minut starczy na obie strony). Wyłożyć na sałatę, dodać pomidorki koktajlowe i fetę, posiurać winegretem i wcinać.

Pożyteczny hint:
Do smażenia nadaje się wyłącznie oliwa z oliwek z drugiego tłoczenia (a spróbujcie mi teraz taką znaleźć!), nie pamiętam już tylko, czy chodziło o posmak, czy o jakieś związki rakotwórcze.

Owsianka...

...czyli najlepsze śniadanie, jakie można sobie wyobrazić, tutaj w wydaniu cynamonowym. Przepis jest tak prosty, że nie wiem, czy powinnam w ogóle go tu umieszczać, ale co tam.

Składniki (1 porcja):
4 łyżki płatków owsianych (ok. 40g),
3/4 szklanki mleka (dowolnego, ja używam 0,5%),
półtorej łyżeczki miodu,
cynamon wedle smaku.

Przygotowanie:
Płatki zalać mlekiem i zagotować (chociaż niekoniecznie, wystarczy odpowiednio podgrzać). Mieszankę koniecznie ostudzić i dodać miodu - należy pamiętać, że w wysokich temperaturach miód traci wszystko to, co dobre i co odróżnia go od rafinowanego cukru. Dosypać cynamonu i szamać.

Tu leżą świętej pamięci kluseczki Adama Gesslera...

...czyli requiescat in pace. Przepis znaleźliśmy w Przekroju; Rafał zajmował się kotletami sojowymi (z soi, a nie z jakiegoś porąbanego pudełka, tfy!), a ja temi oto maleństwami:

Składniki:
2kg sypkich ziemniaków,
3 żółtka,
3 białka,
2 łyżki mąki,
2 łyżki bułki tartej,
2 pęczki pietruszki.

Przygotowanie:
Ziemniaki ugotować i zetrzeć na tarce. Dodać trzy żółtka, dwie łyżki mąki, doprawić pieprzem oraz solą. Masę wyrobić ręką. Z białek ubić pianę i dodać razem z bułką tartą do masy. Wymieszać, formować małe kluski, wrzucać przy pomocy łyżki na osoloną wodę i czekać, aż wypłyną.

Tyle teorii. W praktyce - nie wyszło. Aaaaaaaaa! Nie mam pojęcia, dlaczego. Ciasto kleiło mi się do rąk, woda wrzała, a kluseczki rozgotowywały się, tworząc na obrzeżach garnka malowniczą pianę. Ziemniaki co prawda zmieliliśmy na maszynce, no i zrezygnowaliśmy z pietruszki, ale czy mogło to aż tak wpłynąć na ostateczny wynik?

Czekamy na opinie biegłych ;)

Ryż mango...

...czyli dlaczego warto słuchać sugestii, które pojawiają się w przepisach z kuchni indyjskiej.  Potrawa była smakowita, przynajmniej o tyle, o ile byliśmy w stanie cokolwiek czuć spoza szczelnej kurtyny ognia, oblepiającej język. A ostrzegano nas: "Jeśli nie masz hiduskich przodków, dodaj do masali 1-2 chili, nie więcej". Ech.

Składniki:

Ryż itself:
szklanka ryżu długoziarnistego (użyliśmy całej torebki, przecież nie będzie się marnował),
4 łyżki niesolonych orzeszków ziemnych (kupiliśmy solone i umyliśmy, dają radę),
sól do smaku,
kilka listków curry (z powodu braku listków curry sypaliśmy przyprawę curry, ale różnica między nimi prawdopodobnie jest taka, jak między kminkiem a kuminem, czyli kolosalna).

Masala:
1,5 łyżeczki gorczycy,
6 czerwonych papryczek chili (papryczki z przepisu zastąpiliśmy pieprzem cayenne. Na całą potrawę wyszła chyba jedna płaska łyżeczka - ostrzegamy, to zdecydowanie za dużo),
1/2 łyżeczki zmielonej kurkumy,
4 łyżki świeżego miąższu orzecha kokosowego (albo 5-6 łyżek wiórków, ale przy niewygórowanych cenach kokosów polecamy trzymanie się świeżych składników),
1,5 szklanki miąższu niedojrzałego mango.

A ponadto:
3 łyżki oleju,
1 łyżeczka gorczycy,
1 łyżka soczewicy (ugotowanej),
1 chili (ponownie zastąpiona pieprzem cayenne),
kilka listków curry (znowuż - przyprawa curry).

Przygotowanie:
Ugotować ryż, ostudzić. Przygotować masalę - zmiksować wszystko z podpunktu 'Masala' (oprócz mango). Dodać połowę mango, miksować dalej. Na rozgrzany na patelni olej wrzucić soczewicę, gorczycę, chili i curry. Gdy gorczyca zacznie pękać (Uwaga! Rzucona na rozgrzany tłuszcz strzela na wszystkie strony jak popcorn, więc polecamy dodawać ją dopiero po soczewicy), czas na orzechy ziemne. Kiedy soczewica się zarumieni, wrzucić pozostałe mango i gotować je przez kilka minut na średnim ogniu, aż dojdzie. Dodać zmiksowaną masalę, gotować, aż straci zapach surowizny. Ryż doprawić szczyptą soli i listkami curry (my zrezygnowaliśmy z tego podpunktu w ogóle). Mieszając, dodawać powoli masalę. Podgrzać, podawać na gorąco.

Post illa verba

Naleśniki z poprzedniego przepisu mają jedną wadę: są ciężkostrawne. Okazało się, że kuchnia meksykańska nie bez powodu jest cholernie ostra.

Następnym razem dodamy więcej chili ;)

Naleśniki z mięsem mielonym...

...czyli dlaczego niektórym potrawom nie należy robić zdjęć, choćby nie wiem jak były smaczne. Proszę wierzyć mi na słowo; nawet przez minutę nie zastanawialiśmy się, czy wyciągnąć aparat i jakoś zilustrować ten przepis. Zabraliśmy talerze i oddaliliśmy się celem wchłonięcia. Ach, jeszcze kilka słów co do samego przepisu - znaleziony w sieci, zmodyfikowany przez nas. W oryginale widnieje 50g mięsa (500g to akurat moja nieuwaga i niezamierzona fantazja, ale było dobre, więc zostawiamy), po pół papryki zielonej, żółtej i czerwonej, jeden ząbek czosnku, a z przypraw, poza solą i pieprzem, figuruje wyłącznie papryka mielona oraz tymianek.

Składniki (na 3 porcje, po dwa naleśniki na osobę):
6 cienkich, naleśnikowych placków
500g mięsa mielonego wieprzowo-wołowego,
2 papryki: czerwona i żółta,
2 pomidory,
duża cebula,
3 łyżki oleju,
kilka ząbków czosnku (myśmy użyli czterech),
papryka słodka i ostra,
oregano,
majeranek,
szczypta chili,
sól i pieprz.

Przygotowanie:
Paprykę i cebulę zeszklić na oleju, dodać mięso i smażyć, aż będzie gotowe. Ciepnąć do tejże mamałygi dwa obrane ze skóry pomidory, pokrojone w kostkę, a także czosnek, przeciśnięty przez praskę oraz wszelkie proszki i dekokta do smaku. Myśmy solidnie sypnęli temi przyprawami, zwłaszcza papryką obojga rodzajów. Należy uważać z jednoczesnym dodawaniem pieprzu i chili - czasami lepiej z czegoś zrezygnować i nie paść z ręki Scoville'a. Rozbrajająco bulgoczące nadzienie zostawić na małym ogniu, coby trochę odparowało, a następnie wykładać na jeden naleśnikowy placek i zawijać. Teoretycznie po tych wszystkich zabiegach powinno się taki zawój obsmażyć  na oleju, tyle że perspektywa większej ilości tłuszczu podziałała na mnie dość odpychająco. Rafał przed zwinięciem nałożył sobie na pomidorowo-mięsny miks kilka paseczków sera; pomysł bardzo niegłupi i w zasadzie zgodny z oryginałem, polecającym wymieszanie gotowego nadzienia z pięcioma łyżkami startego parmezanu.


*Ha, bzdura, już wiem, o co chodziło! Każdy naleśnik ma zostać zrolowany z jednego placka, natomiast moje rozbiegane oczy z niewiadomych powodów podpowiedziały mi dwa, mało tego! jeden miał być nakrywany drugim i dopiero wtedy zawijany! O Mater Dei! Nie dziwota, że się rozlazło!

Tagliatelle z kurczakiem i szpinakiem...

...taaak, tak jest, znowu kurczak, tym razem w wydaniu dość tłustym (mascarpone!), ale i przepysznym. Delikatny, z czosnkową nutą i szpinakiem.


Składniki:
150 g makaronu tagliatelle,
50 g szpinaku, oderwane łodyżki,
1 łyżka oliwy z oliwek do smażenia,
1 pojedyncza pierś kurczaka, pokrojona w paseczki,
2 ząbki czosnku, posiekane,
2 łyżki posiekanych liści świeżego estragonu (moja hurtownia przypraw spaprała sprawę, estragonu jak nie miałam, tak nie mam; bezestragonnym polecam więc w to miejsce dużo majeranku i bazylii),
1/2 filiżanki serka mascarpone.

Przygotowanie:
Makaron wrzucić na osoloną, wrzącą wodę i ugotować al dente. Szpinak umyć i wyłożyć na patelnię. Podlać dwiema łyżkami wody i podgotować aż do zwiędnięcia. Potem odsączyć, posiekać drobno i na razie odłożyć.
Kurczaka pokroić w paski i smażyć na patelni na łyżce oliwy (lub oleju). Pod koniec smażenia dodać posiekany czosnek i zrumienić go. Zmniejszyć ogień do minimum. Dodać posiekany szpinak, estragon, mascarpone i trzy łyżki wody z makaronu. Podgrzać bez zagotowywania, doprawić solą i pieprzem.
W oryginalnym przepisie z Kwestii Smaku makaron należy odcedzić, włożyć do garnka, wymieszać z sosem i wyłożyć na talerze, doprawiając dodatkowo oliwą i sokiem z cytryny. My jednak wolimy nieco inny sposób podawania, co widać na zdjęciach ;)

Sałatka z kurczaka z kuskusem...

...albo kurczak po raz n-ty. Wiem, co napisałam na samym początku, we wprowadzeniu - że uwielbiamy ryby. Zdaję sobie sprawę, że do tej pory nie było żadnego rybnego przepisu, za to pojawia się już druga recepta na zamianę poczciwej kury w coś smacznego. Tylko co z tego?

ಠ_ಠ

Składniki:
Sałatka:
1 i 1/4 filiżanki bulionu z kurczaka,
162g kaszy kuskus,
170g pokrojonego w kostkę, ugotowanego lub usmażonego kurczaka,
1/2 filiżanki pokrojonych w cienkie talarki zielonych cebulek,
1/2 filiżanki pokrojonych w kostkę rzodkiewek (około trzech dużych),
1/2 filiżanki poszatkowanego, wypestkowanego, obranego ogórka (osobiście nie jestem przekonana, czy wilgotny ogórek, wyłaniający się zza soczystego kurczaka i pysznej kaszy to jest to, co lubię, ale Rafał nie miał żadnych zastrzeżeń, a ja ogólnie nie przepadam za ogórkami, więc oficjalnie nie odradzamy ;)),
1/4 filiżanki poszatkowanych liści pietruszki,
2 łyżki podsmażonych orzeszków piniowych (pamiętacie, co pisałam o orzeszkach piniowych przy okazji pesto? No właśnie).

Dressing:
1/4 filiżanki octu z białego wina,
1 i 1/2 łyżki oliwy z oliwek extra virgin,
łyżeczka kuminu (aka kminu rzymskiego),
pół łyżeczki soli,
1/8 łyżeczki zmielonego czarnego pieprzu,
zgnieciony ząbek czosnku.

Przygotowanie:
Bulion zagotować i stopniowo wrzucać do niego kuskus. Zdjąć z ognia, przykryć i pozostawić na pięć minut. Zamieszać widelcem i przełożyć do dużej miski. Poczekać, aż wystygnie. Dodać kurczaka, cebulę, rzodkiewki, ogórek, pietruszkę (z tej zrezygnowaliśmy) i orzeszki piniowe (u nas pestki słonecznika); powoli i delikatnie wymieszać.

By zrobić dressing należy połączyć ocet i pozostałe składniki i wytrzepać trzepaczką albo widelcem. Tak przygotowanym płynem polać sałatkę i wymieszać.

Ta-daaa!

PS Niedługo robimy powtórkę, kuskus już czeka, spodziewajcie się fotografii!

Surówka z selera naciowego z jabłkiem i orzechami...

...czyli some recipes are bigger than others. Pozdrawiam wszystkich czytających tego bloga (są tacy?) znad dwóch mielonych, kilku pyr i michy pysznej surówki. Surówka jest "pyszna", o ile przepada się za smakiem selera; ja go wprost uwielbiam. Przysmaczek wymyśliła Izabela z ilewazy.pl i stamtąd też podkradłam przepis ;)

Składniki:
2 łodygi selera naciowego,
2 łyżki jogurtu,
5 orzechów włoskich,
małe jabłko,
opcjonalnie szczypta cynamonu.

Przygotowanie:
Proste jak budowa cepa. Selery tniemy na kawałki, raczej cieńsze, niż grubsze, jabłko trzemy na tarce, łączymy to wszystko z jogurtem i orzechami. Doprawiamy cynamonem.

Sos słodko-kwaśny...

...czyli historia pewnego garnka. Zacznę od trawestacji znanego zdania dotyczącego Władcy Pierścieni J.R.R. Tolkiena: świat dzieli się na dwie grupy ludzi, takich którzy próbowali sosu słodko-kwaśnego i takich, którzy niedługo go spróbują. Rozentuzjazmowani pierwszymi próbami i nakręceni kulinarną niezależnością (czyt. koniec z fast-foodami) postanowiliśmy podjąć to orientalne wyzwanie. Przepis wydawał się prosty i zachęcający. Aby nie przesadzić, zdecydowaliśmy się użyć jedynie połowy ilości podanych składników; nie ma co szaleć. No i wyszedł nam... wielki garnek sosu, którego starczyło na następny tydzień. Nawet nie wiecie, do czego można go dodać w akcie desperacji!
Ilość składników w przepisie należy zredukować o połowę, jeśli chcecie nam dorównać. Z całości wyjdzie prawdopodobnie zaopatrzenie dla małej restauracji.

Składniki:
3 kg pomidorów,
1kg cebuli,
2 łyżki soli,
1 papryka,
2,5 szklanki cukru,
3/4 szklanki octu (wspięliśmy się na wyżyny matematycznych szczytów dzieląc to na pół),
2 łyżki papryki słodkiej (przyprawy)
1/4 łyżki chili (może być pieprz cayenne),
1 łyżka curry,
1/4 łyżki pieprzu białego (należy uważać z tymi wszystkimi ostrymi przyprawami)
1 łyżka granulowanego czosnku,
1 puszka kukurydzy,
1 puszka ananasa.
2 łyżki musztardy,
2 łyżki mąki ziemniaczanej.

Przygotowanie:
Cebulę i pomidory pokroić w kostkę i gotować godzinę. Potem dodać  pokrojoną paprykę i pozostałe składniki, gotować jeszcze pół godziny; dodać mąkę, zagotować.

Pisząc, że z chilli i pieprzem należy 'uważać', mamy na myśli mniej więcej to, by rzeczoną ilość przypraw wrzucać fragmentami i próbować. Tak jest, to niepozorne '1/4 łyżki' trzeba jeszcze podzielić i, proszę mi wierzyć, wiem, co piszę. Nasz pierwszy sos był przepyszny, ale  n i e m i ł o s i e r n i e  ostry - Ola.

Babeczki bananowe z białą czekoladą...

...FTW! Czy wspominałam już, że uwielbiam, kocham, dałabym się pokroić za białą czekoladę?
Rafał zwykle woli orzechową, ale ta kombinacja na tyle przypadła mu do gustu, że gdy zrobiliśmy dwa zestawy muffin, to on zajadał się właśnie bananowymi, a ja wcinałam pozostałe - marchewkowe.

Składniki:
250 g mąki pszennej,
100 g białego cukru,
50 g brązowego cukru,
1 łyżeczka proszku do pieczenia,
0,5 łyżeczki sody,
szczypta soli,
tabliczka białej czekolady,
2 jaja,
113g rozpuszczonego masła,
3 banany,
łyżeczka ekstraktu waniliowego (lub aromatu, standardowo).

Przygotowanie:
Mąkę, cukier, proszek do pieczenia, sól i pokruszoną czekoladę łączymy razem w misce. Nie, nie podjadamy czekolady. W drugiej misce roztrzepujemy jajka, wystudzone masło, wanilię, rozdrobnione banany. Łączymy ze sobą to, cośmy namodzili w obu miskach, mieszając powoli i lekko. Łyżką, nie mikserem. Wypełniamy papilotki/foremki do 3/4 wysokości i pieczemy ok. 25-30 minut na środkowym poziomie kuchenki w 180 stopniach.

Babeczki marchewkowe...

...chociaż według Kwestii Smaku to tzw. 'cupcakes': "Cupcakes od muffinów różnią się tym, że są słodsze, bardziej deserowe i zwykle są polukrowane i/lub udekorowane. Są też nieco niższe od muffinów i trochę delikatniejsze". Wierzymy na słowo ;)

Składniki (na 12 sztuk):
4 średnie marchewki (2 szklanki startej),
1 i 1/2 szklanki mąki,
1 i 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia,
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej,
3/4 łyżeczki soli,
łyżeczka cynamonu,
1/2 łyżeczki imbiru,
1/4 łyżeczki gałki muszkatołowej,
3/4 szklanki oleju roślinnego,
 3 duże jaja lub 4 mniejsze,
1 szklanka brązowego cukru,
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii.

Co pomijamy:
Cały lukier pomarańczowy, czyli:
1 i 1/4 szklanki cukru pudru,
3 łyżeczki drobno startej skórki z pomarańczy,
2 - 4 łyżki wyciśniętego soku z pomarańczy.

Przygotowanie:
Marchewkę obieramy i trzemy na tarce - będziemy potrzebowali dwóch szklanek takich wiórów Gdzieś przeczytałam niezły patent - można użyć tego, co zostaje w sokowirówce po przygotowaniu soku. Naprawdę dobry pomysł. Do miski przesiewamy mąkę, proszek do pieczenia, sodę, sól i przyprawy (cynamon, imbir, gałka). Bieremy drugą michę, w której bełtamy (trza mieć takie ustrojstwo do ubijania jajek, nie wiem, jak to się nazywa... miotełka? KS dopuszcza mikser na wolnych obrotach) olej, cukier, jaja, marchewkę, aromat/ekstrakt waniliowy. Potem łączymy toto z mieszaniną mączną, ale, uwaga! nie jakimś cholernym mikserem, tylko łyżką, jasne? W przeciwnym wypadku wyjdzie guma - przynajmniej tak uzasadniano ten rygor na jednej z kulinarnych stron. 
Tak uzyskaną masę wykładamy do form silikonowych lub papilotek, umieszczonych w teflonowych formach i pieczemy, ustawiwszy na piekarnikowej kratce, przez 25 minut w 180 stopniach.

PS Niezależnie od tego, jak bardzo będziecie głodni, nie radzimy bawić się w wyciąganie świeżo upieczonych babeczek z papilotek/foremek.  Ręczymy, że z dwunastu muffin zrobi się bardzo nieregularne dwadzieścia cztery plus jakieś odłamki.

Waniliowe naleśniki z bananami

Mamy z Rafałem dwa ulubione miejsca, w których serwowane są naleśniki - jedno to schronisko Murowaniec (Jeżeli ktoś nie przepada za górami, to proszę wierzyć mi na słowo; nigdy wcześniej, ani później nie miałam czegoś takiego w ustach!), a drugie to pewna niewielka naleśnikarnia w Konstancinie, na którą natknęliśmy się przy okazji jednej z rowerowych wycieczek. Te dwa miejsca wyznaczyły kierunek moim naleśnikowym poszukiwaniom i próbuję odtąd bez przerwy znaleźć coś, co zbliżyłoby się do (głównie tatrzańskiego) ideału. Dzień przez Walentynkami udało mi się wyszperać przepis, który będzie clou dzisiejszej notki: Crêpes* z bananami.
Te naleśniki to czysty obłęd. Naprawdę. Umierałam z każdym ugryzieniem, a moment, w którym moje dwa cudowne placuszki, zawinięte w gibką spiralkę znalazły swój kres, był prawdziwą tragedią.

Składniki:
szklanka mąki,
1/4 szklanki cukru pudru,
2 jajka,
3 łyżki roztopionego masła,
łyżeczka ekstraktu z wanilii (lub aromatu waniliowego. Ten, kto szukał ekstraktu wie, że to spory wydatek),
szklanka mleka,
szczypta soli,
1/3 kostki masła,
1/4 szklanki brązowego cukru (myśmy użyli zwykłego),
1/4 łyżeczki mielonego cynamonu,
1/4 łyżeczki gałki muszkatołowej,
pół szklanki śmietany,
6 bananów,
szczypta mielonego cynamonu.

To, co jest w oryginalnym przepisie, a co my sobie darowaliśmy:
2 szklanki bitej śmietany,
kandyzowane owoce (mango, skórka pomarańczowa, itp),
1 łyżeczka startej czekolady.

Przyrządzenie:
Mąka et cukier - sio! do miski. Dorzucamy jaja, mleko, roztopione masło, zapach waniliowy und sól. Miksujemy wszystko. Ma być gładkie, czyli że bez grudek. Rozpuszczamy na patelni łyżkę masła i wlewamy ciasto. Naleśnik powinien przykrywać cały spód patelni cienką warstwą. Smażymy jedną stronę, potem drugą - logika z którą trudno się spierać. Gotowe naleśniory odkładamy na talerz i przykrywamy, coby się nie wysuszyły. Na patelni rozpuszczamy resztę masła. Wsypujemy tam cukier, gałkę, cynamon. Dodajemy śmietanę i podgrzewamy na niewielkim ogniu, by wszystko nam ładnie zgęstniało. Banany kroimy wzdłuż i pakujemy prosto do sosu. Podgrzewamy je przez 3-4 minuty. I fertig. Zostaje nam jeszcze tylko zawinąć banany w naleśniki. Byłabym zapomniała: przed podaniem kobietom należy koniecznie zabrać wagi oraz centymetry.

*W moim, dość ignoranckim wyobrażeniu naleśniki dzielą się na francuskie, cieniutkie crêpes oraz amerykańskie, grubaśne pancakes. Domyślam się, że tego wszystkiego jest więcej. A może, wyjątkowo, nie?

'Kurczakowe kebaby z kremowym pesto'...

 

...tak brzmiałoby dosłowne tłumaczenie przepisu, który wykopaliśmy. Kij z tym, dla nas 'kebaby' to swojskie 'szaszłyki' i może niech tak zostanie, right?*

Składniki:
2 łyżeczki startej skórki cytrynowej,
4 łyżeczki świeżego soku z cytryny,
2 łyżeczki czosnku granulowanego lub świeżego,
2 łyżeczki oliwy z oliwek,
pół łyżeczki soli,
¼ łyżeczki czarnego pieprzu,
żółta papryka,
pomidorki koktajlowe,
pierś kurczaka,
jedna cebula, najlepiej czerwona.

Zaprawa:
łyżka pesto (przepis w poprzedniej notce),
2 łyżki jogurtu,
2 łyżki śmietany.

Przygotowanie:
Skórkę, sok, czosnek, oliwę, sól i pieprz należy bezceremonialnie rypnąć do miski. Do tej samej miski włożyć kurczaka, pokrojonego w kostki, takąż paprykę i cebulę, wymieszać i na moment odstawić. Nadziewać na patyczki do szaszłyków, zapiekać (najlepiej w jakimś naczyniu, oblane zalewą z michy, ale obejdzie się i bez tego) przez 12 minut w ok. 180 stopniach, od czasu do czasu przewracając szaszłyki na drugi boczek. Pesto połączyć z jogurtem i śmietaną i podawać z szaszłykami.

*BTW, kojarzy ktoś Falloutową zabaweczkę, zwaną 'Shishkebab'?

Pesto dla biednych i leniwych...

...czyli bez orzeszków piniowych i w blenderze. Nie, naprawdę, nie mamy kamiennego moździerza*. Tak, to straszne. Tak, zaraz przyjdzie Gordon Ramsay i będzie bić nas po twarzach. Tak, to nie jest 'prawdziwe, włoskie pesto'. Tak, idziemy się utopić.

Składniki:
100 g liści świeżej bazylii,
2 ząbki czosnku,
6 łyżek tartego parmezanu (użyliśmy zwykłego sera, ale to ostateczność),
1/4 szklanki orzeszków piniowych (inne też dają radę. Pestki słonecznika są pycha),
1/2 szklanki oliwy z oliwek.

Przygotowanie:
Pestki słonecznika udające orzeszki piniowe uprażyć na patelni. Wszystko (poza oliwą) należy wrzucić do miksera albo blendera i zmasakrować, dodając oliwy wedle uznania. Ta-daaam!

*Już mamy. 29,90zł, God bless Ikea.
Szanowni Państwo,

kim jesteśmy i o co tu chodzi?

Jesteśmy parą, dziarskim Rafałem z Warszawy i zjełczałą Aleksandrą z Wrocławia. Razem mamy pięćdziesiąt jeden lat i 349cm wzrostu. Kucharze z nas żadni, krytycy kulinarni tym bardziej (lubimy - o zgrozo! - pochłonąć sobie czasami solidnego hamburgera-zdychajło, a na dodatek kompletnie nie znamy się na winach), ostatnio jednak zaczęliśmy próbować swoich sił w kuchni i odkryliśmy, że to jest taki prostopadłościenny rodzaj kota - obniża ciśnienie krwi i wpływa ogólnie pozytywnie, przynajmniej dopóty dopóki nie zacznie żyć własnym życiem i wymykać się spod kontroli. To jest więc jeden z celów bloga - założenie smyczki na prostopadłościan, by nie hasał. I z jakichś względów uznaliśmy, że kogokolwiek będzie to interesować.
Chcielibyśmy również stworzyć pewien rodzaj książki kucharskiej do użytku naszego, naszych znajomych i każdego Czytelnika, który się tu zjawi. Jak dotąd najczęściej gotowaliśmy ze świętej strony kulinarnych poszukiwaczy w Polsce - mowa o Kwestii Smaku, pojawiały się też pozycje z anglojęzycznego Cooking Light (w praktyce nie zawsze light) oraz z dzikiego zagłębia pomysłów - Czarnej Oliwki, czyli zbioru receptur serwisu o2.pl. Ale nie tylko. Nie ograniczamy się do paru witryn - pracowicie przekopujemy internet, by znaleźć ten przepis, który w danym momencie rzeczywiście nas zafrapuje.

Za czym nie przepadamy i/lub czego tutaj prawdopodobnie nie będzie:

Pod barszczem czerwonym i jedzeniem o smaku kokosa, a także flaczkami podpiszę się prawdopodobnie tylko ja, Ola - Rafał na obie zupy reaguje wręcz alergicznie i obdarza te zacne potrawy najgorszymi przymiotnikami. Wątpię także, by na bloga kiedykolwiek zawitała wątróbka, a jeżeli jakiś przepis zawiera bitą śmietanę, to prawdopodobnie go zmodyfikujemy.
Nie jesteśmy też krezusami, w związku z tym patrzymy spode łba na fikuśności z kawiorem, homarami i szynką parmeńską. Staramy się również nie znajdować potraw, wymagających wielu dziwacznych i drogich składników w dużych opakowaniach, których zużywa się minimalne ilości, a potem zostawia całą resztę na zmarnowanie.

Co będzie prawdopodobnie częściej, niż inne rzeczy:

Mamy ogromną słabość do pesto, roqueforta i innych śmierdzieli, czosnku oraz ryb, zwłaszcza tuńczyka i łososia. Staramy się nie myśleć o rtęci. (Co ułatwia nam, notabene, rtęć, gromadząca się w naszych organizmach i degenerująca komórki mózgu) Rafał dałby się pokroić za chili con carne, a ja za naleśniki z bananami i spaghetti carbonara. I za białą czekoladę. (Niestety! Najgorszy rodzaj czekolady to mój ulubiony!).

Na razie zajmiemy się wrzucaniem na bloga tego, co ugotowaliśmy do tej pory. Nowe eksperymenty powinny pojawić się w następnym tygodniu. Ach, zdjęcia! Zdjęcia czasami będą, czasami nie. W miarę możliwości będziemy starali się uzupełniać przepisy o fotografie, ale na to potrzeba czasu i powtórzenia niektórych potraw.