Chowder z ziemniakami czyli zupa rybna

Bardzo długo nie wiedziałam, że z ryb można zrobić zupę. Bo i jak, przecież ryby zasadniczo pośmiardują i kto żyw, próbuje ten smrodek jakoś okiełznać, to cytryną, to namaczaniem. Wodorosty oraz muł są fajne, ale nie do jedzenia. I tak sobie siedziałam w swojej krainie urojeń, aż do wczoraj.

Poniższy przepis na chowder pochodzi z Kwestii Smaku, wprowadziłam jednak do niego drobne zmiany, w większości wynikajace z roztargnienia; oryginał można zobaczyć tu. Ale wyszło. I to jak! W życiu nie jadłam tak aromatycznej zupy.

Składniki, na cztery porcje podobno:
  • oficjalnie 2 łyżki masła, ale dorzuciłam drugie tyle i jest okej,
  • mała cebula,
  • ząbek czosnku (oryginalnie pół),
  • łyżka mąki,
  • 250 ml mleka,
  • 250 ml bulionu warzywnego,
  • łyżka sosu rybnego (jest to jedyny składnik, którego nie można dostać w dyskontach),
  • dwa obrane i pokrojone w kostkę ziemniaczki,
  • łyżeczka musztardy,
  • ćwierć szklanki groszku, najlepiej świeżego, ale i konserwowy się sprawdził,
  • 1 filet białej ryby (tu miruna) lub dwa filety jeśli nie dajemy małży (a nie dajemy, prawda, ty mały, obrzydły burżuju?),
  • 50 g krewetek atlantyckich (krewetki to co innego, krewetki są wszędzie),
  • łyżka śmietanki kremowej 30% (opcjonalnie podobno, ale dobrze dodać).


Przygotowanie:

Mili Państwo, zaczynamy od posiekania cebuli, którą szklimy przez kilka minut na roztopionym maśle, potem dodajemy czosnek i podsmażamy jeszcze przez minutę-dwie. Następnie dorzucamy mąkę (zasmażka, ay?), smażymy znowuż minutę-dwie. Następnie wlewamy mleko, bulion, sos rybny, dodajemy ziemniaczki plus musztardę. Kwestia Smaku w tym momencie radzi dosolić, ale gdybym posłuchała, to bym chyba nie zjadła, bo całość okazała się naprawdę słona. Zagotowujemy, przykrywamy i gotujemy jeszcze od 10 do 15 minut aby ziemniaki zmiękły. Dosypujemy groszek; jeżeli jest surowy, gotujemy trzy minuty, jeżeli nie, dodajemy od razu filet ryby (samo mięsko), gotujemy go minutę, a następnie finiszujemy krewetkami i śmietaną, zostawiając wszystko na ogniu przez kolejne 15 sekund (co za precyzja!).

Muffiny bananowe z białą czekoladą...

...jedne z lepszych, które zdarzyło się nam robić. Proste jak prostowany w łubkach banan, pyszne i niedrogie. Przepis zaczerpnięty z bloga Czekoladą Utkane; według Autorki receptura pochodzi z którejś z książek Nigelli Lawson.

Składniki [na 12 sztuk; wszystkie powinny być ocieplone do temperatury pokojowej(składniki, nie sztuki)]:

  • 125g masła,
  • łyżeczka ekstraktu z wanilii (użyliśmy cukru wanilinowego),
  • 3/4 szklanki cukru pudru (polecamy obcięcie tej ilości o połowę; sami tak robimy),
  • 3 małe banany lub 2 duże,
  • 4 łyżki śmietany (u nas 12%),
  • 2 jaja,
  • łyżeczka sody,
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia,
  • 300g mąki,
  • 50g białej czekolady,
  • (opcjonalnie) 2-3 bonusowe kropelki aromatu waniliowego.

Przygotowanie:

Mąkę przesiać i wymieszać z sodą oraz proszkiem do pieczenia. Masło roztopić, banany zgnieść, czekoladę zetrzeć. Do roztopionego masła dodać cukier puder oraz cukier wanilinowy (lub ekstrakt), potem połączyć (łyżką, nie mikserem!) ze śmietaną i z jajami. Następnie dodać mąkę z proszkiem oraz sodą i mieszać do połączenia składników (gdzieś-kiedyś słyszałam, iż nad ciastem na muffiny nie należy pracować zbyt długo ani intensywnie, bo coś tam się może popsować). Dodać banany, a na samym końcu startą czekoladę. Masę wykładać do papilotek; oficjalnie należy je napełniać do 3/4 wysokości, lecz do tego przykazania podchodziliśmy bardzo liberalnie, a wypiek i tak się udał. Piec wszystko w piekarniku (bez termoobiegu, grzanie z góry i z dołu) w temperaturze 180 stopni, potem wystudzić w piecyku. Bon appétit!

Sernikobrownie


Serwus, dzisiaj po długiej przerwie na tapecie najlepszy sernik na świecie, czyli sernikobrownie rodem z Kwestii Smaku. Robiliśmy go już ze trzy razy: debiut wyszedł bezbłędnie, następne dwa egzemplarze miały, niestety, pewien drobny feler -- spód brownie wybił z radością na samą górę. Postanowiliśmy w związku z tym zmienić nieco sposób przygotowania, a także recepturę; ilość cukru w naszej wariacji jest dokładnie o połowę mniejsza i, uwierzcie, ciacho nadal zabija słodyczą.


Spód:

  • 120 g ciemnej gorzkiej czekolady,
  • 120 g masła,
  • 1/4 szklanki cukru,
  • 2 jajka,
  • 2 łyżki mąki pszennej,
  • płaska łyżeczka proszku do pieczenia.

Masa serowa (będziemy ją dzielić na pół, szczegóły później):

  • 1 kg sera do sernika,
  • 3 łyżki mąki ziemniaczanej,
  • 1/2 szklanki cukru,
  • 4 jaja,
  • 1/2 łyżki cukru wanilinowego,
  • 100 g gorzkiej czekolady,
  • 100 g białej czekolady.


Mus truskawkowy:

  • 400 g mrożonych truskawek,
  • 1/8 szklanki cukru,
  • 2 pełne łyżeczki mąki ziemniaczanej.

Przygotowanie:

Ser i jajka na sernik ociepliliśmy w temperaturze pokojowej, a formę o średnicy 26cm wyłożyliśmy papierem, wiadomo. Truskawki wrzuciliśmy do rondla i podgrzaliśmy je do stopienia całego lodu, potem zmiksowaliśmy blenderem z cukrem oraz mąką ziemniaczaną, rozprowadzoną w małej ilości musu, a potem zagotowaliśmy. Odstawiliśmy do wystygnięcia.

Czekoladę na spód połamaliśmy i rozpuściliśmy w kąpieli wodnej razem z masłem; odstawiliśmy z ognia, dodaliśmy cukier i wymieszaliśmy wszystko razem. Po wystudzeniu dodaliśmy jaja, potem mąkę zmieszaną uprzednio z proszkiem do pieczenia. Połączyliśmy dokładnie wszystkie składniki, następnie wylaliśmy masę do tortownicy.

Tutaj przepis z KS i nasz rozjeżdżają się. Oryginalna wersja ciasta nie wymaga podpiekania spodu, ale, nauczeni negatywnym doświadczeniem, wyłamaliśmy się i wrzuciliśmy tortownicę na 15 minut do piekarnika nagrzanego do 170 stopni (grzanie z góry i z dołu, bez termoobiegu). W takiej temperaturze będziemy też piec całe ciasto.

Ser połączyliśmy z mąką oraz z cukrem, z jajami, a także z cukrem wanilinowym. Masę podzieliliśmy na pół, do każdej połowy wlaliśmy odpowiedni rodzaj roztopionej czekolady (ostudźcie ją, zanim wszystko połączycie, żeby jaja z masy się przypadkiem nie ścięły).

Wykładamy na przestudzony i podpieczony spód kolejno: masę z ciemną czekoladą, masę z białą czekoladą, mus truskawkowy. Ten ostatni nakładamy łyżką, tworząc wgłębienia w powierzchni ciasta i wlewając w nie mus.

Ciasto wstawiamy na 55 minut do piekarnika. Potem wyłączamy go i bez otwierania studzimy ciacho przez 10 minut, następnie, stopniowo otwierając drzwiczki, chłodzimy dalej. Sernikobrownie po wrzuceniu na kilka godzin do lodówki staje się jeszcze bardziej zwarty.

Sos musztardowo-miodowy...

...co to go Rafa wymyślił.

Składniki:
  • łyżka miodu,
  • dwie łyżeczki musztardy rosyjskiej,
  • nieco octu balsamicznego albo winnego (na czuja),
  • ciut oleju.

Przygotowywanie:

Oh, c'mon: wymieszać.

Banalne kotlety wołowe z ananasem...

...są tanie i dobre (bynajmniej nie dlatego, że są tanie). Szybki obiad, którym ze względów finansowych postanowiliśmy zastąpić planowaną pizzę. Byłam zdziwiona, jak dobrze wszystko do siebie pasuje.

Składniki:


  • 6 plastrów schabu wieprzowego (albo kurczaka),
  • 6 plastrów ananasa,
  • sos miodowo-musztardowy,
  • 3 ząbki czosnku (radzimy użyć mniej),
  • 6 plastrów sera,
  • 6 plastrów pomidora (opcjonalnie; według mnie psują smak, według Rafała poprawiają go),
  • przyprawy, wiadomo.

Przygotowanie:

Mięso rozbić możliwie cienko (w przypadku kurczaka tę czynność należy sobie, rzecz jasna, darować), oprószyć solą morską z przyprawami i podsmażyć, aż będzie gotowe. Posypać czosnkiem, pociepać sosem, rypnąć ananas, przykryć serem i zapiekać, aż ten ostatni będzie roztopion. I już!


Placek ryżowy z pesto...


...albo Coś Cudownego na Obiad. Robimy ten placek drugi raz w ciągu tygodnia i smakuje nam coraz bardziej, chociaż spora ilość sera (dodaliśmy dzisiaj dwie kule mozzarelli; nie było mowy o zachowaniu kształtu placka, bo wszystko tak strasznie się ciąąąąąąąąąąąąągnęęęęęęło, mniam!) powoduje, że mam przed oczami szybujące w górę wskaźniki cholesterolu (co Rafał kwituje znaczącymi spojrzeniami w niebo).








Składniki:
  • 25g masła,
  • jeden duży por, drobno pokrojony (bzdura, im więcej pora, tym lepiej!),
  • 350g ryżu do risotto,
  • litr blionu warzywnego,
  • 100g zielonego pesto,
  • 2 roztrzepane jajka,
  • 150g pokrojonej na plasterki mozzarelli,
  • gotowy sos pomidorowy (używaliśmy przecieru).


Przygotowanie:
Pora smażyć na roztopionym maśle przez 5-6 minut. Dodać ugotowany ryż, wlać chochlę bulionu i gotować na małym ogniu by odparował. Wlewać bulion, gotować na małym ogniu, bez przerwy mieszając, przez 20 minut, aż ryż będzie miał kremową konsystencję. Dodać pesto, jaja, doprawić niewielką ilością pieprzu. Przełożyć połowę ryżu na patelnię (o średnicy ok. 23cm), ułożyć plastry mozzarelli, na nich wyłożyć resztę ryżu i smażyć na średnim ogniu przez ok. 4 minuty. Przykryć talerzem, odwrócić patelnię, wyjąć placek i włożyć go z powrotem. Smażyć przez kolejne 4 minuty.

Polędwiczki wieprzowe z marmoladą cebulową...

...a.k.a. Potrawa z Bardzo Brzydką Fotografią. Przepis na podstawie: Tanie Dania. 101 sprawdzonych przepisów.

Składniki:
Mięso:
2 kawałki polędwicy wieprzowej (każdy o wadze 300 - 350g),

Marmolada:
450g obranej i cienko pokrojonej cebuli,
25g masła,
85g cukru trzcinowego jasnego (Co za burżujstwo! Biały też dobry),
100ml czerwonego octu winnego.

Przygotowanie:
Piekarnik rozgrzać do 190 stopni. Mięso przyprawić, obsmażyć krótko ze wszystkich stron na patelni i piec w piecu przez  25-30 minut, aż będzie gotowe. Cebulę smażyć na maśle przez 10 min., aż będzie miękka i lekko zbrązowieje (my używaliśmy cebuli czerwonej, więc łaskawie zignorowaliśmy ten punkt). Dodać cukier, ocet winny i gotować bez przykrycia 25-30 minut, od czasu do czasu mieszając, aż cebula się skarmelizuje i będzie bardzo miękka. Mięso wyjąć z piekarnika, przykryć folią aluminiową, odczekać 5 minut i pokroić na grube kawałki. Nałożyć marmoladę i podawać z gotowanymi ziemniakami (zrobiliśmy puree, było cudowne).

Syrop limonkowy...

...to kolejny przepis z książki Kuchnia karaibska, którą wypatrzyłam ostatnio w Dedalusie za całe siedem złotych. Syrop jest nieprzyzwoicie wręcz słodki, ale do tego kwaśny, co w przyjemny sposób się równoważy. Przepis według źródła posłużyć może do zasłodzenia równo czterech osób, jednak nie wyobrażam sobie, jak mikra ilość przypadałaby w takim przypadku na jednego wchłaniającego*.


Składniki:
  • limonka (tak naprawdę, to dwie załatwią Wam cały deser, i skórkę, i sok, więc nie wiem, skąd się wzięła ta 'jedna' w książce),
  • 1/2 szklanki drobnego cukru,
  • 1/2 szklanki zimnej wody,
  • 1/2 szklanki soku z limonki,
  • łyżeczka mąki (w oryginale kukurydzianej; ziemniaczana też pięknie wszystko wiąże - sprawdzone!).

Przygotowanie:
Obrać limonkę, usuwając gorzkie, białe błony; skórkę pokroić na cienkie paski**.W małym rondlu wymieszać cukier z wodą, dodać skórkę limonki i doprowadzić to wszystko do wrzenia. Gotować na wolnym ogniu pod przykryciem przez 15 minut. Dolać sok, wsypać mąkę i wszystko dokładnie wymieszać. Gotować bez przykrycia przez trzy minuty, stale mieszając, aż syrop zgęstnieje i będzie klarowny; zostawić następnie do ostygnięcia. Przed podaniem trzymać w lodówce przez co najmniej godzinę.

________________________________________________________________________________________
*To znaczy, wiem, oczywiście: dokładnie połowa tego, co jest na zdjęciu. To dobra porcja, jeżeli wziąć pod uwagę stężenie cukru w syropie, zła - jeżeli chodzi o efekt psychologiczny, który stanie się udziałem chyba każdej osoby, patrzącej na półcentymetrowej grubości plamę zielono-żółtej paciai na dnie szklaneczki.
**Tyle książka. Można także zrobić inaczej: zetrzeć skórkę z obu limonek, a potem - także z obu - wycisnąć sok. I tak właśnie radzę postąpić.

Kurczak z szynką po jamajsku...

...czyli opowieść o spleśniałym orzechu palmy kokosowej. Bo miało być mleczko nie z puszki, tylko takie naturalne, uzyskane własnoręcznie przy pomocy prywatnego śrubokręta, wiertarki i młotka. Kiedy skończyliśmy przebijanie się przez skorupkę, coś zaczęło pośmierdywać z lekka, a miąższ kokosowy, zwykle twardy i uparty, odchodził od skorupki jak rasowy mięczak. I wtedy się okazało. Że nasz mały orzeszek, nasze importowane maleństwo, jest pusty! I było bez mleczka kokosowego*.





Składniki:
  • 50g masła,
  • 700g filetów z piersi kurczaka pokrojonych na trzycentymetrowe kawałki,
  • średnia drobno pokrojona cebula,
  • łyżka curry,
  • 1/2 łyżeczki cynamonu mielonego,
  • 1/2 łyżeczki kardamonu mielonego,
  • 1/2 łyżeczki mielonej gałki muszkatołowej,
  • 100g szynki pokrojonej w kostkę,
  • 1 duże jabłko, pokrojone grubo, pozbawione skórki i gniazd nasiennych,
  • 1 średni zielony banan, pokrojony w plasterki,
  • 1 średnie mango, pozbawione nasion i grubo pokrojone,
  • 2 duże obrane, pozbawione nasion i grubo pokrojone pomidory,
  • 1 i 1/4 szklanki mleczka kokosowego,
  • łyżka soku cytrynowego,
  • 1/2 łyżeczki soli,
  • 1/2 szklanki jogurtu naturalnego.


    Przygotowanie:
    W dużym garze z grubym dnem usmaż pokrojonego kurczaka, dodaj cebulę i podgrzewaj tak długo, by zmiękła. Dodaj curry, cynamon, kardamon, gałkę muszkatołową, podgrzewaj, stale mieszając, przez minutę. Dodaj szynkę, jabłko, banana, mango, pomidory, dolej mleczko kokosowe, sok cytrynowy, posól do smaku. W razie potrzeby dolej wodę, aby płyn przykrył mięso. Duś pod przykryciem 45 minut, od czasu do czasu mieszając. Dolej jogurt i wymieszaj, ale nie doprowadzaj potrawy do wrzenia. Podawaj z czym tam sobie chcesz, ale tak naprawdę w tym przypadku liczy się wyłącznie biały ryż.
     
    ___________________________________________________________________________________
    *Ale wy tego nie róbcie, bo niezawodna intuicja podpowiada mi, że bez mleczka to już nie to samo. 

    PS Właśnie jemy wersję poprawną, już z mleczkiem. O-mój-Boże.

    Zapiekane pory...

    ...czyli nasze pierwsze blanszowanie. Przepis pochodzi z małej, zgrabnej książki Tanie dania. 101 sprawdzonych przepisów, wydanej w oryginale przez BBC Books i zawiera mnóstwo receptur, które nie rujnują portfela. Przynajmniej teoretycznie, bo znaleźć tam można również jagnięcinę, o której powiedzieć można wiele, ale nie to, że jest tania.

    Mój Boże, gdyby ktoś mi powiedział, że przyjdzie mi kiedyś kroić solidny porowy bloczek i będę w stanie to przełknąć, na dodatek ze smakiem, uznałabym, że jest niespełna rozumu.

    Składniki:
    •  4 pory z odciętymi końcówkami (przekrojone na pół wzdłuż i umyte),
    • 225g cienkich plastrów szynki,
    • 198g odsączonej kukurydzy z papryką z puszki (dodaliśmy całą puszkę zwykłej kukurydzy i wkroiliśmy jedną czerwoną paprykę),
    • duży pomidor bez pestek,
    • 25g masła,
    • 25g mąki,
    • 300ml mleka, 
    • 2 łyżeczki pełnoziarnistej musztardy (dla nas było jej zdecydowanie za mało),
    • 50g tartego sera cheddar (ze zwykłym też jest pyszne).

    Przygotowanie: 
    Pory blanszować we wrzątku przez dwie minuty, potem opłukać zimną wodą i odsączyć. Każdy kawałek pora owinąć szynką i ułożyć w wysmarowanej masłem blasze albo naczyniu żaroodpornym (wg książki ma ono mieć pojemność 2,25l); posypać kukurydzą, pomidorem (i papryką). Masło, mleko i mąkę zagotować w garze, ubijając na masę. Dodać musztardę i gotować przez  2-3 minuty na wolnym ogniu. Pory zalać mamałygą, posypać to wszystko serem i wstawić do pieca (200 stopni Celsjusza) na pół godziny, aż się zezłocą (u nas już po siedemnastu minutach powierzchnia zaczęła się przypalać, ale to pewnie wina sera).

    Pancakes zwykłe i kakaowe...

    ...czyli: curry z wczoraj i przedwczoraj było smaczne, ale najpierw dzisiejsze naleśniki. Tym razem w wydaniu amerykańsko-kanadyjskim - grube i z proszkiem do pieczenia. Cuda, proszę Państwa.

    Składniki (tym razem w filiżankach):
    filiżanka mąki, 
    łyżeczka proszku do pieczenia, 
    pół łyżeczki sody oczyszczonej,
    pół łyżeczki wanilii (pewnie chodzi o cukier, my dodaliśmy aromatu),
    ćwierć łyżeczki soli,
    jajo,
    półtorej filiżanki maślanki,
    dwie łyżeczki masła.

    Przygotowanie:

    Jajko ubić w misce, dodać maślankę. W innym naczyniu zmieszać mąkę, cukier, proszek do pieczenia, sodę, sól. Połączyć składniki sypkie i jajko z maślanką, wymieszać do momentu połączenia się składników, dodać wanilię. Im mniej mieszania, tym naleśniki bardziej puszyste. Masło rozpuścić na patelni i wlać je po ostudzeniu do ciasta naleśnikowego. Wymieszać. Nadmiar masła z patelni wytrzeć ręcznikiem papierowym. Czas na smażenie! Niewielkie porcje ciasta (około pół chochelki, tak mi się wydaje, ale to nie jest jakiś dogmat) wylewać na małą patelnię. Obracać na drugą stronę kiedy na górze utworzą się bąbelki. Całkowity czas smażenia (na jeden naleśnik) to circa 4-6 minut. Według oryginalnego przepisu taka ilość ciasta starczy na 8-10 naleśników, ale nie wiem, jak duży jest amerykański cup, poza tym, nasze naleśniki chyba były trochę większe.

    A, miały być jeszcze kakaowe. Nic prostszego - do składników sypkich należy dodać trochę gorzkiego kakao, a ilość cukru powiększyć wedle smaku. To chyba tyle. W zasadzie wypadałoby przy tym zrezygnować z aromatu waniliowego, ale to kwestia preferencji.

    Czerwona Pasta Curry...

    ...lub skandal tuż za progiem. W poszukiwaniu pomysłów na jutrzejszy obiad (już trzeci dzień wchłaniamy jakiekolwiek kanapki z czymkolwiek) natknęłam się na zalegającą na półce, zabawnie uginającą się pod naciskiem palców czerwoną pastę curry. W związku z tym będzie. Curry. Jutro. Może nawet z wołowiną! W ramach usprawiedliwiania się i tłumaczenia z używania półproduktów, postaram się znaleźć jakiś superprawdziwy i absolutnie-nie-do-zrobienia-w-Polsce przepis na czerwoną, tajską pastę. Ależ będzie! Albo i nie będzie, zależy od ceny i jakości wołowiny, którą zaoferują nam pobliscy sprzedawcy.

    Pierogi z kurczakiem, ananasem i mango...

    ...a kuku! Nie ma przepisu! Pierogi w tej dziwacznej wersji będą, kiedy już opracujemy recepturę. Może wreszcie wymyślimy coś sami ;)

    Pewien Nadziany Kabaczek...

    ...czyli parę słów o nieuwadze i niegramotności. Kabaczek był pyszny, solidnie doprawiony, aromatyczny, ale zamiast przeciąć go wszerz, podzieliłam go na pół wzdłuż, skutkiem czego trzeba było skrócić czas pieczenia, a całe danie rozłaziło się na boki. Tylko co z tego? ;)

    Składniki:
    kabaczek,
    mięso mielone (my użyliśmy kurczaka),
    dużo pieczarek; oryginalny przepis mówi o 6-7 sporych, my dodaliśmy całe opakowanie,
    2 średnie cebule,
    dwie papryki,
    2 ząbki czosnku,
    jajo (opcjonalnie; może się okazać niepotrzebne - tak, jak u nas),
    przyprawa do mięsa mielonego (zupełnie zbędna, polecamy zrezygnować z mieszanek w ogóle lub robić je samemu, ale to temat na osobną notkę),
    sól, 
    pieprz,
    zioła prowansalskie, 
    bazylia, 
    oregano,
    oliwa,
    masło,
    marchew,
    ser żółty lub topiony.

    Sos (nie robiliśmy go, rozcieńczony koncentrat pomidorowy i sos z duszenia warzyw dały radę):
    2 łyżki koncentratu pomidorowego,
    1,5 łyżki octu jabłkowego,
    1,5 łyżki magi,
    3 łyżki wody,
    2 łyżki cukru.

    Przygotowanie:
    Kabaczka należy obrać, przeciąć, jako się rzekło, na pół i wydrążyć miąższ ze środka. Ma przypominać rurkę. Rurkę - nie łódkę! Posolić, popieprzyć (tylko solidnie) i wstawić do lodówki na czas przygotowania reszty składników. Pieczarki, cebulę, marchew i paprykę pokroić w kostkę; grzybki wrzucić na rozgrzane na patelni masło, poczekać aż puszczą sok, posolić, popieprzyć, dodać paprykę oraz marchewkę i dusić do miękkości. Odstawić do ostygnięcia. Rozgrzać oliwę i zezłocić cebulę, dolewając wody, zostawiając, by odparowała i ogólnie nie dopuszczając do przypalenia się warzywa. Dodać mięso i przyprawić ziołami prowansalskimi, bazylią, oregano, solą, pieprzem. Ostudzić. Mięso połączyć z warzywami (ale bez sosu z duszenia!); jeżeli farsz jest zbyt sypki - wbić jajko i dokładnie wymieszać. Kabaczka wyjąć na światło dzienne, nadziać, przykryć plastrami sera, ułożyć w naczyniu żaroodpornym, podlać sosem z pieczarek i papryki, a także wodą i zapiekać przez około godzinę w 180 stopniach. Po ok. 40 minutach polać kabaczka sosem pomidorowym lub samym koncentratem.

    Zupełnie-Nie-Gazpacho...

    ...czyli krótka historyjka o przejściu od chłodnika do zupy na gorąco. O gazpacho myśleliśmy już od dłuższego czasu, zakładając, że kuchnia hiszpańska nie ma innego wyjścia i musi być smaczna zawsze. Jak się okazało - niekoniecznie, przynajmniej według mnie. Przepis polecił zmiksowanie pomidorów bez skóry, małej papryki, dwóch ogórków, oliwy, octu jabłkowego, paru przypraw i bazylii. Fuuuuu! Dominujący smak zupy był nawet całkiem niezły, kwaskowaty, ale tło pozostawiało wiele do życzenia, przynajmniej dla mnie. Strasznie surowe danie, do tego zimne; nie w moim stylu. Ponad kilogram pomidorów zamieniliśmy w krwawą pulpę, w związku z tym zupę trzeba było ratować.Przede wszystkim - wrzuciliśmy ją na ogień. Potem dodaliśmy cząstki ananasa i kumin. Nie mogę polecić tej indyjsko-hiszpańskiej kombinacji, chociaż według Rafy była pyszna.
    Następnego dnia pokusiliśmy się o powtórkę. Wzięliśmy około siedmiu-dziewięciu pomidorów (nie skórowaliśmy ich), dwie małe cebule, dwa ząbki czosnku i oliwę, po czym przepuściliśmy przez mikser, tworząc bazę do indywidualnych wypadów. Moja wersja zawierała mocny dodatek - kawałek pokrojonego sera koziego. Rafał sypnął sobie sporą dawkę kuminu i z sera zrezygnował. Aha, zmielone warzywa należy przecedzić przez sito, żeby konsystencja dania stała się gładka.

    Muffins rabarbarowe...

    ...czyli nasz (dotychczasowy) absolutny numer jeden, jeżeli mowa o babeczkach. Są przepyszne, słodkie, ale kwaskowate, z soczystymi kawałkami rabarbaru i orzechami włoskimi oraz aromatycznym cynamonem na wierzchu. Zniknęły w kilka minut.

    Składniki*:
    pół szklanki cukru, 
    1/6 szklanki oleju,
    jajko,
    aromat waniliowy,
    pół szklanki maślanki,
    około 170 g rabarbaru,
    pół szklanki pokrojonych łuskanych orzechów włoskich,
    szklanka mąki pszennej, 
    łyżeczka proszku do pieczenia 
    pół łyżeczki sody.

    Przygotowanie:
    Cukier, jajo, aromat, olej i maślankę wymieszać w misie. Dodać pokrojony w kostkę rabarbar** i orzechy; potem stopniowo wsypywać składniki sypkie: mąkę, sodę, proszek do pieczenia. Mieszać krótko, przełożyć do foremek, posypać cynamonem (lub cukrem i cynamonem), piec 20-30 minut w 180-200 stopniach.

    _____________________________________________________________________________________

    *Na 8 dużych (z prawie pełnej foremki surowego ciasta) lub 16 małych (1/2-2/3 foremki) babeczek; trochę nie wiem, o co chodzi, bo oryginalnie ilości składników są dwa razy większe.
    **Dla laików - rabarbar się obiera z tej zewnętrznej skórki.

    Muffins z sezamem i szczypiorkiem...

    ...czyli pierwsze podejście do muffins, które nie zabijałyby słodyczą (niezależnie od tego, jak przyjemna to śmierć), a także debiut naszej nowej, silikonowej-formy-do-pieczenia-babeczek-która-jest-świetna. Muffins są bardzo smaczne, chociaż nie jestem przekonana, czy cukier wyszedł przepisowi na dobre; z dziennikarskiego obowiązku nie usuwam tego składnika z receptury, ale następnym razem prawdopodobnie go sobie darujemy* ;)


    Składniki:
    szklanka mąki pszennej,
    szklanka mąki kukurydzianej,
    pół łyżeczki sody oczyszczonej,
    łyżeczka soli,
    1/4 szklanki cukru,
    6 łyżek masła,
    pęczek szczypiorku,
    jajo,
    szklanka maślanki,
    1/3 szklanki uprażonych na suchej patelni ziarenek sezamu,
    2 łyżeczki proszku do pieczenia.


    Przygotowanie:
    Oba rodzaje mąki, proszek do pieczenia, sodę, cukier, sezam i sól wymieszać. Szczypiorek poszatkować i podsmażyć na dwóch łyżkach masła. Dodać pozostałe cztery łyżki i roztopić. Zdjąć z ognia. Do połączonych suchych składników dodać szklankę maślanki, lekko ubite jajo oraz szczypiorek z masłem. Wymieszać**, wypełnić foremki do 3/4 wysokości i piec przez 20 minut w 230 stopniach. Podawać ciepłe.

    PS Mam słabość do takich 'śniadaniowych kolorów ziemi' na fotografiach jedzenia.
    PPS To nie mleko, to maślanka.


    ___________________________________________________________________________

    *Kto zresztą wie, co się będzie działo przy kolejnym gotowaniu? Mamy silny imperatyw udoskonalenia tego wypieku, a naszym celem jest stworzenie jakiegoś względnie lekkostrawnego substytutu czipsów, stąd przypuszczam, że będziemy eksperymentować z cebulką i papryką.
    **Naczelna zasada, której trzeba się trzymać przy wypieku jakichkolwiek muffins mówi: ciasto mieszać dużą łyżką (absolutnie nie mikserem) do momentu połączenia się składników i ani chwili dłużej, w przeciwnym wypadku babeczki (podobno) będą twarde.

    Tortille z mąki pszennej...

    ...czyli podrobiony Meksyk na całego. Połączyliśmy w końcu naszą miłość do tortilli i skłonność do robienia wszystkiego własnoręcznie, co ostatecznie wyszło nam na (bardzo) dobre. Całą inicjatywę poprzedziło niemalże-kupienie placków w Lidlu, ale w ostatniej chwili przypomnieliśmy sobie ( i całe szczęście!) moje ostatnie nimi zatrucie, a także ich skład.
    Rzecz jasna, przejedliśmy się tym specyfikiem jak ostatnie świnie (dwa i pół placka na głowę w ramach 'testowania'. Tja, 'testowanie':

    - Słuchaj - OMNOMNOM - nie sądzisz, że te tortille są ciut niedosmażone?
    - Czekaj, już patrzę - OMNOMNOM - Nie no, z tej strony są spoko.
    - O, to ja może ze złej strony jadłam? (OMNOMNOMNOM)
    - Zobacz, a ten jakby grubszy...?
    - OMNOMNOMNOMNOM.

    No a potem, jak to w życiu bywa, jeszcze po trzy tortille z nadzieniem, ajjjjj! A miało być obiadu na dwa dni), ale kto by się tym przejmował. Zdjęć nie ma. Tortilla jaka jest - każdy widzi.


    Składniki:
    200g mąki pszennej,
    łyżka masła,
    łyżeczka soli,
    1/4 litra wody.

    Przygotowanie:
    Wszystko wymieszać i zagnieść, coby miało konsystencję ciasta na makaron (znaczy do rąk się nie lepiło się), w razie potrzeby dodać więcej mąki lub wody. Zagnieść, rwać na kawałki i rozwałkowywać na bardzo cienkie placki. Wrzucać na rozgrzaną patelnię - ale, uwaga!  b e z   t ł u s z c z u  -  i smażyć po obu stronach, aż się zarumienią.

    Małe mozzarelle z groszkiem i brokułami...

    ...czyli brylancik z nutką zawodu. Kuleczki sera były przepyszne, za to warzywa zawiodły na całej linii. Brokuły, nie wiedzieć czemu, zrobiły się po parzeniu bardzo gorzkie, a groszek konserwowy niestety nie sprostał zadaniu i nie był w stanie zastąpić świeżego - na co liczyliśmy. Krótko mówiąc - do powtórzenia albo modyfikacji.

    Składniki:
    300g małych kulek mozzarelli,
    100g mrożonego groszku,
    100g brokułów,
    100g tartego parmezanu,
    jedno jajo,
    gałązka mięty,
    gałązka bazylii,
    szklanka bułki tartej,
    cztery łyżki oliwy
    sól,
    pieprz.

    Przygotowanie:
    Groszek i brokuły ugotować na parze (15 minut); jajo roztrzepać widelcem i połączyć z parmezanem oraz z posiekanymi ziołami, doprawić pieprzem i solą wedle uznania. Wytaplać w serowo-jajecznym cieście kulki mozzarelli, a następnie obtoczyć je w bułce tartej. Smażyć na rozgrzanej oliwie. Po usmażeniu połączyć z warzywami i fertig.

    Wieprzowina w imbirze...

    ...poezja. Co prawda dla mnie imbir był nieco za ostry, by zjeść całą jego porcję, ale aromat jaki nadał mięsu, to coś nie do opisania. Ciekawi mnie jedynie, jak różniłoby się to danie, gdybyśmy dodali groszku cukrowego, lecz i bez niego było pyszne.

    Składniki:
    20-30 g świeżego imbiru,
    6 łyżek sosu sojowego,
    6 łyżek wody,
    100ml białego wina,
    2 łyżeczki mąki ziemniaczanej,
    500g filetów wieprzowych (w naszej wersji zastąpiła je szynka wieprzowa),
    150g marchewki,
    100g groszku cukrowego (czyli takiego w strączkach; ale nie ma co się przejmować, zwyczajny mrożony także pasuje),
    3 łyżki oliwy,
    pół pęczka kolendry (my użyliśmy łyżki suszonej)
    sól,
    pieprz.

    Przygotowanie:
    Imbir obrać, pokroić w paski a następnie w kostkę, zmieszać z sosem sojowym, wodą, winem i mąką ziemniaczaną. Wieprzowinę pokroić w cienkie plastry (albo, tak naprawdę, w cokolwiek innego) i zamarynować w imbirowej mieszance. Marchewkę i groszek pokroić w słupki. Mięso wyjąć z marynaty, lekko odcedzić i wrzucić na oliwę rozgrzaną na patelni. Przysmażyć, aż będzie prawie gotowe, dodać marchew i groszek, podsmażyć jeszcze chwilę i wlać resztę sosu na patelnię. Smażyć, póty mięso nie dojdzie, a warzywa nie staną się miękkie. Na koniec doprawić kolendrą. Przepis wspomina jeszcze o soli i pieprzu, ale sos sojowy jako substytut przypraw naszym zdaniem zupełnie wystarczy. Przepis wyszperany na ugotuj.to, podobno dobrze smakuje z pieczywem typu ciabatta. Tego nie wiemy, możemy za to polecić kluski na parze* ;)

    *Przy okazji przyznamy się do zbrodni - zamiast przygotować je samodzielnie, kupiliśmy ich garmażeryjne wydanie zdatne do podgrzewania w warunkach domowych. Magda Gessler płacze krwią. Wiemy, przepraszamy.